Kilka słów o obecnej sytuacji

Sytuacja w Polsce unormowała się już jakiś czas temu. Przywykliśmy do nowej rzeczywistości i większość z nas funkcjonuje w miarę normalnie. Można odnieść wrażenie, że koniec pandemii jest już blisko. Nic bardziej mylnego.

Dzienne rekordy zachorowań na świecie i decyzja CDC

Branża rejsów wycieczkowych uzależniona jest od amerykańskiej klienteli, która stanowi blisko 50% wszystkich osób wybierających tę formę podróżowania. Trudno więc spodziewać się uruchomienia największych linii takich jak Carnival, RCCL, czy NCL, gdy prawie każdego tygodnia liczba nowych zachorowań w USA bije nowe rekordy.

Jakby na potwierdzenie tych słów Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) przedłużyła niedawno „No-Sail Order” do 30 września. Wydaje się jednak, że i ten termin wydaje się mało realny. Princess Cruises już odwołała większość swoich rejsów do 15-go grudnia, a wkrótce podobne decyzje podejmą pewnie także inni armatorzy.

Trudna sytuacja na świecie i problem z skompletowaniem załóg

Nie tylko Stany Zjednoczone mają ogromne problemy z Covid-19. W czołówce są już Brazylia oraz Indie, a sytuacja w takich państwach jak Bangladesz, Filipiny, Indonezja, czy Kolumbia również pogarsza się z dnia na dzień. Biorąc pod uwagę, że na niektórych jednostkach 80%-90% załogi pochodzi właśnie z tych krajów, restart rejsów wycieczkowych może wyglądać, jak ruszanie z drugiego lub nawet trzeciego biegu.

Pierwsze tego typu problemy ma już TUI Cruises, które musiało przesunąć wznowienie statku Mein Schiff 1 – właśnie ze względu na braki w załodze.

Problem z ustaleniem trasy

Pływające miasto, ileż to razy słyszało się w mediach takie określenie, a armatorzy z dumą podkreślali, że jednorazowo mogą zabrać na pokład nawet kilka tysięcy osób. Dzisiaj te największe statki stanowią potencjalnie największe zagrożenie. Mówi się już także o tym, że porty morskie również będą otwierane stopniowo, dopuszczając na początku tylko mniejsze jednostki. Jak w takiej sytuacji przygotować ofertę? Czy w 2021 najpopularniejsze będą tylko tzw. Blue cruises, czyli krótkie rejsy bez zawijania do portów? Trudno powiedzieć, ale na pewno taka sytuacja odbije się wyraźnie na popycie.

Bankructwa i sprzedaże statków

Z jednej strony brak przychodów, a z drugiej ogromne koszty związane z utrzymaniem statków w mniejszej lub większej gotowości. Takie są dzisiaj realia. Nie dziwi więc fakt, że niektórzy armatorzy tego nie wytrzymują. Pullman Tour i CMS już zgłosiły wniosek o upadłość. Inni, taka jak grupa Carnivala, starają się ograniczyć swoją flotę poprzez sprzedaż lub zezłomowanie starszych jednostek.

Promyk nadziej na lepsze czasy

Może się wydawać to bardzo dziwne, że obecnie największe nadzieje opiera się na regionach świata, które pandemia zaatakowała jako pierwsza i które miały najmniejsze szanse na to by się przed nią obronić. Ale to właśnie w Azji i Europie zaczynają kursować pierwsze rejsy wycieczkowe. Jeszcze nieśmiało, z ofertą tylko dla lokalnych podróżników, tak jak ma to miejsce w przypadku rejsów po Renie.

Powodów do hurra optymizmu oczywiście mieć nie można. Nadal jest to bardzo niewielki kawałeczek całego rynku rejsów wycieczkowych. Jednak w dłużej perspektywie zdobyte doświadczenie oraz praktyczne przetestowanie nowych rozwiązań zapobiegających pojawieniu się i rozprzestrzenianiu się koronawirusa na pokładzie może mieć ogromy wpływ na przyszłość całej branży.