Krok do celu

Miesiące lecą. Październik, listopad, grudzień minęły bardzo szybko. W końcu nadszedł także nowy rok, a ja dalej na lądzie. Wszystko jednak na to wskazuje, że już bliżej niż dalej.

Poszukiwanie pracy trochę zweryfikowało moje plany, bo spodziewałem się konkretnych ofert dużo, dużo wcześniej. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo czas spędzony w Polsce mija mi na tyle dobrze, że aż nie chce się ponownie wracać na statek. Pieniądze trzeba jednak jakoś zarabiać.

Uporządkowując nieco wydarzenia chronologicznie przypomnę, że pierwsze CV-ki zacząłem wysyłać w połowie września. Wybrałem kilka firm, które mnie interesowały. Do początku listopada odzew był prawie znikomy. Wtedy też zgłosiła się jedna z agencji z propozycją od armatora, który mi bardzo odpowiada, lecz przez kolejne dwa miesiące prawie nic się nie działo. Sprawa ruszyła troszkę pod koniec grudnia na tyle, że w chwili obecnej czekam na Embarkation Letter. Kiedy go dostanę? Wolę już nie przewidywać, a w między czasie cieszy się czasem na lądzie.