La Coruña – deszczowe miasto

Dla większości statków transferowanych z Morza Północnego na Morze Śródziemne La Coruña jest naturalnym postojem. Z tego względu udało mi się tam zawitać pracując aż na trzech różnych statkach.

Deszcz i dziwne posągi

Jeżeli miałbym scharakteryzować La Coruñę w jednym zdaniu to zapewne wypowiedziałbym te tytułowe słowa. W tym leżącym nad oceanem atlantyckim mieście przez co najmniej 1/3 dni w roku pada deszcz, co mówi samo za siebie. A dziwne posągi, cóż widziałem gorsze, ale te usytuowane są tuż przy terminalu pasażerskim. Tak więc pierwszą rzeczą, którą widzimy po wyjściu ze statku są figury nagiej kobiety i męższczyzny.

María Pita square

Centralnym punktem miasta jest plac Maria Pita i tam też skierowałem swoje pierwsze kroki. Trudno go nie zauważyć, bo tak jakby wszystkie drogi i wąskie uliczki prowadziły właśnie do niego. Warto tam przysiąść w jednej z restauracyjek, ale o tym nieco później.

Praia de Riazor

Po drugiej stronie półwyspu znajduje się plaża de Riazor. Na oko wygląda na jedną z lepszych miejskich plaż na której miałem okazję być, ale średnia roczna temperatura +15*C, a do tego godzina 7 rano spowodowały, że dłużą wizytę na niej zaplanowałem na kolejny raz. Muszę jednak przyznać, że i sam spacer po promenadzie również był bardzo przyjemny 🙂

Stadion Deportivo La Coruña

Rzut berem od plaży znajduje się stadion klubu piłkarskiego Deportivo La Coruña. Oczywiście nie mogłem nie skorzystać z takiej okazji by go nie zobaczyć z bliska. Niestety dla mnie o 8 rano był on zamknięty na cztery spusty.

Wieża Herkulesa

Kolejnym punktem na mojej mapie była Wieża Herkulesa. Jest to najstarsza na świecie działająca latarnia morska, zbudowana w II wieku przez Rzymian w czasie panowanie cesarza Trajana (chociaż legenda głosi, że wybudował ją Herkules), a następnie przebudowana w XVIII wieku. W 2009 została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Must-see będąc w La Corunie.

Mnie osobiście najbardziej do gustu przypadł fantastyczny widok z platformy widokowej na miasto i ocean atlantycki. Można się tam dostać po kręconych schodach, oczywiście opłacają wcześniej odpowiednią kwotę za bilet. Moim zdaniem zdecydowanie warto.

W cenie biletu zawarte jest także zwiedzanie niewielkiego muzeum archeologicznego u podstaw wieży.

Castillo de San Antón

Wracając do portu miałem w planach zahaczyć jeszcze o zamek Castillo de San Antón, w którym znajduje się muzeum archeologiczne. Szkoda mi było jednak na nie czas i pieniędzy. Z zewnątrz prezentuje się on jednak całkiem przyzwoicie.

Hiszpańskie tapaz

Zwykle zwiedzam porty samotnie. Tak jest szybciej i bardziej efektywnie. La Coruña jest jednak pod tym względem bardzo specyficznym miastem, bo za każdym razem spotykałem kogoś po drodze kończąc w jednej z wielu niewielkich restauracjach. Tam też pierwszy raz w życiu spróbowałem tradycyjnej hiszpańskiej paelli.