Longyearbyen

Nazwa trudna do wymówienia, ale z pewnością znajdująca się wysoko na niejednej podróżniczej liście marzeń. Dla mnie Longyearbyen to przede wszystkim ciepłe wspomnienia, chociaż nawet w środku lata trzeba tam nosić zimowe kurtki.

Koniec świata

Longyearbyen to stolica Spitsbergenu, czyli największej wyspy archipelagu Svalbard leżącego w Arktyce. Ta niewielka miejscowość usadowiona jest na siedemdziesiątym ósmym równoleżniku, co czyni ją najdalej na północ zamieszkanym zakątkiem świata.

Kopalnia i kolorowe domki

Historia Longyearbyen nierozerwalnie związana jest z kopalnią węgla kamiennego, której pozostałości widać praktycznie wszędzie. Dzisiaj jednak to zupełnie normalne niewielkie miasteczko liczące niecałe 2 tysiące mieszkańców. Jest tu port lotniczy, sklepy i restauracje, a nawet centrum kultury i muzeum. Niezwykle okazale wyglądają także kolorowe domki, z których duża część to holendernie drogie (z resztą jak wszystko tam) hotele.

Dzika i surowa natura

Oczywiście pisząc normalne trzeba wziąć pod uwagę, że miejscowość znajduje się w kole podbiegunowym. W ciągu zimy słońce nie wschodzi tu nawet przez 4 miesiące, na ulicach nie trudno spotkań renifery, ani też broni palnej noszonej przez mieszkańców, którzy mogą jej użyć na wypadek spotkania z niedźwiedziem. Pewną osobliwością jest także liczba skuterów śnieżnych, ale o tym chyba nie ma nawet, co mówić. Cały jednak ten „dziki klimat” Longyearbyen w połączeniu z surowymi widokami otaczające wyspę ma w sobie jednak jakiś taki swój niezwykły i przepiękny urok.

Skrzynka pocztowa do św. Mikołaja

Jedną z ciekawostek turystycznych znajdujących się w miasteczku jest wielka czerwona skrzynka, gdzie można nadać list do świętego Mikołaja. Nie wiem, czy on sam tam bywa, ale z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że pewnie jego renifery wpadają tam czasem odwiedzić rodzinkę, więc być może przy okazji odbierają też listy. Któż to wie, list warto wysłać 🙂

Ciekawy kościół

Inną darmową atrakcją jest niewielki kościółek. Jest to dość specyficzne miejsce. Po pierwsze na wejściu trzeba ściągnąć buty i kurtkę (pozostałość z czasów, kiedy kościół odwiedzali głównie umorusani górnicy), a po drugie wewnątrz oprócz kapliczki znajdują się także stoisko z herbatą i pocztówkami oraz… wypchany miś polarny.

Niedaleko Kościoła znajduje się również mały, metalowy zegar słoneczny, którego wskazówka jest w kształcie… misia polarnego! Z tego miejsca można zrobić bardzo fajne zdjęcia panoramiczne.

Muzeum Svalbardu

Bardzo ciekawe jest również Muzeum Svalbardu. To jedno z tych niewielu muzeów, w których po spędzeniu kilku godzin odczuwałem niedosyt. Tutejsza historia oraz warunki życia są niezwykle, a dodatkowo wszystko przedstawione jest w bardzo przyjemny i czytelny sposób. Nie wspomnę już nawet o zniżce na bilety dla załogantów statku, którą otrzymałem, bo tak czy owak było to miejsce warte zobaczenia.

Lodowce

Częścią rejsu na Svalbard jest także podpłynięcie pod lodowiec znajdujący się w okolicach opuszczonej radzieckiej osady górniczej Pyramiden. Statek stoi dość długo na kotwicy, więc nawet jeżeli ktoś pracuje to ma okazję podziwiać piękne widoki. Ja swoje zdjęcia zrobiłem po północy, czyli po zakończeniu wieczornej zmiany 🙂