Ocho Rios (Jamajka)

Główną atrakcją portu w Ocho Rios jest oczywiście dom Boba Marleya. By tam się dostać i wrócić potrzeba jednak kilku dobrych godzin, więc rzadko kiedy jest na to okazja. Nie ma jednak tego złego, bo samo miasteczko również oferuje szereg różnych atrakcji.

Jedzenie

Chociaż mogłyby się wydawać, że Jamajka to biedny kraj i jedzenie jest tu mega tanie to niestety rzeczywistość jest zupełnie inna. Lokalny specjał BBQ Jerk Chicken może nie jest wart każdej ceny, ale na pewno nie należy być w tym przypadku zbyt oszczędnym. W szczególności, gdy serwowany jest w takich okolicznościach przyrody, jak te widoczne na obrazkach poniżej.

Plaża

Jeżeli nie mamy zbyt dużo czasu i ochoty na wydawanie pieniędzy jedzenie to zdecydowanie, należy wybrać się na pobliską plażę. Znajduje się ona niecałe 10 minut piechotą od statku, więc ja z tej opcji korzystałem szczególnie w krótkich przerwach popołudniowych. Godzinka leżenia na plaży naprawdę potrafi naładować baterie.

Spacer po mieście

Ocho Rios jest małym, ale ciekawym miasteczkiem. Trzeba jednak mocno uważać i nie mam tu na myśli, tylko bardzo natrętnych sprzedawców pamiątek, wycieczek, czy innych mniej lub bardziej legalnych rzeczy. Mowa tu o miejscach, które wcale nie leżą daleko od głównej ulicy, a do których lepiej samu nie wchodzić. Może dlatego, gdy podszedł do mnie koleś, całkiem sympatyczny, z pozoru nic nie chcący – pomyśałem, że jest to dobra okazja, żeby mieć takiego swojego małego przewodnika.

Kole trochę poopowiadał o lokalnych miejscach i owocach, przeprowadził mnie przez lokalne baraki, czy pokazał, gdzie rosną konopie, ale tak naprawdę większego szału nie było. Oczywiście jasne było, że nic za darmo, dlatego już po 5 minutach rozmowy kilkukrotnie zapytałem, ile takie oprowadzanie będzie mnie kosztowało i zawsze otrzymywałem tę samą odpowiedź, że nie ma o czym gadać. Wiedziałem jednak, że prędzej czy później usłyszę prośbę o kasę. Uznałem, że 10$ za niespełna 2h to całkiem uczciwa cena – tym bardziej że od początku zaznaczałem, że nie mam przy sobie dużej gotówki. Reakcja kolesia, który mnie oprowadzał na tę kwotę, mocno mnie jednak zaskoczyła. Zdawałem sobie sprawę, że będzie kręcił nosem i starał się ugrać więcej, ale w pewnym momencie stał się również agresywny. Dobrze, że w tym momencie byliśmy już na głównej drodze, bo różnie mogło się to skończyć, gdyby było inaczej. Kolejna lekcja podróżowania i ograniczania zaufania do lokalsów.

Mimo wszystko z Ocho Rios zostało mi wiele fajnych wspomnień i zdjęć, których część prezentuje poniżej.