Pierwszy dzień na statku

Pierwszy dzień na statku to dzień, w którym wyobrażenia o naszej nowej pracy spotykają się z rzeczywistością… i mówiąc szczerze, to zwykle nie należy ono do najprzyjemniejszych. Przeżyć go jednak jakoś trzeba, a więc czego się spodziewać?

Port of Embarkation

Port w którym wchodzimy na nasz nowy dom, oddalony jest często o kilka, a nawet i kilkanaście tysięcy kilometrów. Niezależnie od tego, czy sami kupujemy bilet lotniczy, czy dostajemy go od armatora, zwykle jest to jedna z najtańszych opcji, a więc najmniej komfortowa… Jeżeli mamy szczęście to po wylądowaniu trafimy na noc do hotelu, gdzie w spokoju można odpocząć po podróży. Jeżeli tego szczęścia zabraknie to zaraz po wylądowaniu czeka już na nas pośrednik, który od razu zabierze nas prosto na statek.

Pierwsze kroki

Zaraz po wejściu na statek kierowani jesteśmy do Crew Purser-a, gdzie załatwiamy wszystkie formalności papierkowe. Następnie musimy udać się do lekarza z naszym zaświadczeniem medycznym, po czym przez wyznaczoną osobę z naszego departamentu jesteśmy eskortowani do naszej nowej kabiny.

Spotkanie z przełożonym, uniform i wycieczka po statku

Chwila odpoczynku i czas na kolejne punkty do odhaczenia. Spotkanie z przełożonym, gdzie zwykle zostajemy pokrótce zapoznani z organizacją pracy i tym jak dalej będzie wyglądał nasz dzień. Następnie przyjdzie nam przymierzyć uniform oraz zapoznać się ze statkiem, szczególnie z miejscami użytkowymi takimi jak crew mess, pralnia, crew bar etc.

Chwila odpoczynku i szkolenie z bezpieczeństwa

Gdy już wszystko mamy załatwione, otrzymujemy „praktyczne szkolenie”, jak wykorzystać każdą wolną minutę na odpoczynek. Czasu jest naprawdę niewiele, bo tego samego dnia należy odbyć jeszcze pierwsze z długiej serii szkoleń dotyczących bezpieczeństwa na statku i naszej roli, którą musimy w nim odegrać.

No i zaczyna się… czyli pierwszy banana time

Zmęczenie po podróży, emocje związane z nowym miejscem, nadmiar informacji, które otrzymaliśmy w ciągu ostatnich kilku godzin… to nie wszystko. Prawdziwą wisienka na torcie jest sama praca. Tak, tak – żadnej taryfy ulgowej. Pracować na statku trzeba każdego dnia, więc także tego pierwszego. To najcięższy moment, który zwykle kończy się łzami do poduszki.

Po słowie…

Jak widać pierwszy dzień na statku zwykle sielankowy nie jest. Warto jednak pamiętać, że to co nas nie zabije to nas wzmocni. Trzeba go jakoś przeżyć i tyle. Tym bardziej, że każda z osób pracujących na statku też miała swój pierwszy dzień, więc większość załogi, choć często tego może wprost nie okazuje, ale zawsze z dużą wyrozumiałością patrzy na poczynania nowych osób.

Na koniec polecam zobaczyć film przygotowany dla firmy Oceania. Ma on już swoje lata, ale świetnie pokazuje, jak wyglądają pierwsze dni na statku.