Rio de Janeiro

Czasami słyszę, że pracują na statku tak naprawdę niewiele można zobaczyć. To nieprawda. Doskonałym tego przykładem są moje dwie wizyty w Rio de Janeiro.

Crew Tour na Pomnik Chrystusa Odkupiciela

Zwiedzanie Rio de Janeiro rozpocząłem z grube rury. Na pierwszy plan poszedł symbol Brazylii, czyli Pomnik Chrystusa Odkupiciela znajdujący się na mierzącym 710 metrów wysokości wzgórzu Corcovado. Udało się to przede wszystkim dzięki wycieczce organizowanej dla załogi mojego statku (Oceania Marina). To bardzo częsty przypadek zapewniany przez różnych armatorów. Któż w końcu nie chciałby zobaczyć takiej atrakcji z bliska.

Sam pomnik na miejscu nie robi już takiego wrażenia. Z odległości kilku metrów wydaje się znacznie mniejszy. Poza tym o miejsce na dobre zdjęcie trzeba „rywalizować” z tłumem innych turystów. Bezcenny jest jednak widok na panoramę miasta. Chociaż kilka już ich w życiu widziałem, to ta widziana ze wzgórza Corcovado nadal pozostaje na czele.

Przerwa na lunch na plaży Copacabana

Następnego dnia mojego trzy dniowego pobytu w Rio na zwiedzanie przeznaczyłem przerwę na lunch. Z racji tego, że była ona stosunkowo krótka, nie chciałem zapuszczać się zbyt daleko. Plany, planami, a życie, życiem. Dojście na stację metra wyszło mi się tak sprawnie, że postanowiłem pojechać na słynną plaże Copacabana. Oczywiście czasu wystarczyło mi tylko na krótki spacer i już musiałem wracać, ale nie znam nikogo komu taka przerwa w pracy by nie odpowiadała!

Stadion Maracanã

Moja pierwsza wizyta w Rio przypadła na listopad 2014, a więc krótko po Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej. Był to niewątpliwie jeden z powodów dla których tak bardzo chciałem zwiedzić słynny stadion Maracanã. Znając już nieco swoje możliwości przemieszczania się po mieście uznałem, że jest to możliwe. Wszystko poszło nadspodziewanie gładko, a wizyta na trybunach, murawie, czy szatni jeszcze długo pozostanie w mojej pamięci.

(Crew) Tour – Pão de Açúcar

W 2017 roku pracując na pokładzie MSC Precioza miałem okazję po raz kolejny przybyć do Rio. Tak jak poprzednio, armator zorganizował wycieczkę dla załogi. Do wyboru były dwie opcje Corovado i Pão de Açúcar. Jako jedyny wybrałem Głowę cukru. Wycieczka została odwołana, ale dzięki uprzejmości działu wycieczek, który wpisał mnie na listę dla pasażerów oraz mojego menadżera, który dał mi wolne popołudnie, udało się.

Zanim dojechaliśmy na Głowę cukru w planie wycieczki był także krótki objazd po Rio. Najpierw zahaczyliśmy o Avenida Presidente Vargas, na której na początku roku odbywa się słynny festiwal, następnie przejechaliśmy obok faweli, czyli jednej najuboższych dzielnic miasta, a na koniec odwiedziliśmy bardzo intrygująco wyglądającą katedrę São Sebastião.

Na szczyt mierzącego blisko 400 metrów wzgórza Pão de Açúcar otoczonego Zatoką Guanabara dostaliśmy się za pomocą mierzącej 1400 metrów długości kolejki liniowej. Składa się ona z dwóch części. Pierwsza prowadzi do niższej stacji Morro da Urca, a druga na Głowę Cukru. Podobnie jak z Corcovado widok na całą aglomerację jest niesamowity. Pomimo tłumów warto znaleźć chwilę wyciszenia i w pełni cieszyć się chwilą. Takie widoki i momenty naprawdę potrafią sprawdzić, że człowiek czuje, że żyje.

Plaża Ipanema i dzielnica Lapa

Ostatniego dnia pobytu w Rio de Janeiro postanowiłem zawitać na plażę Ipanema. Nieco mniej znana i znacznie bardziej uczęszczana przez miejscowych niż jej sławna siostra na pewno nie rozczarowała. Pobyt na nie popsuła mi nieco pogoda. Chłodny wiaterek zrobił swoja. W końcu nie tego oczekuje się od pobytu nad wodą.

Z Ipanemy pojechałem bezpośrednio do dzielnicy Lapa, która znajduje się w bliskiej odległości portu. To tu pewnie traficie na jedną z imprez podczas swoich overnightów. W ciągu dnia okolica ta jest nieco spokojniejsza, choć nadal trzeba bardzo używać, bo bezdomnych, którzy w dodatku są mocno pijani lub naćpani spotkać można na każdym kroku. Moim celem była wizyta na kolorowe Escadaria Selarón („Schody Selarón”) oraz Arco da Lapa – akwedukt wodny liczący 42 łuki o długości 270 m szerokości 16 m. Dzisiaj jeżdżą po nim środki komunikacji miejskiej.

Podsumowując w trakcie swojej przygody na statkach, jak dotychczas, w Rio de Janerio spędziłem 6 dni (4 noce). To niewiele, nawet bardzo. Sądzę, że większość osób podróżujących normalnie do Brazylii odwiedza niewiele więcej miejsc niż ja, dlatego na pytanie, czy praca na statku to też forma podróżowania zdecydowanie odpowiadam: TAK!