Walencja – dziwne miasto

Lubię pływać po morzu śródziemnym, nawet bardzo. Jest tutaj wszystko, czego mi potrzeba – dobra pogoda, jeszcze lepsze jedzenie i niezwykły urok portowych miast i miasteczek. Przypadek Walencji jest jednak nieco inny.

Miasteczko sztuki i nauki – niby blisko, a jednak daleko

Ciudad de las Artes y las Ciencias znajdujące się w dzielnicy przyszłości to obecnie najbardziej rozpoznawalna atrakcja Walencji. Mieści się tu największe w Europie oceanarium, a także delfinarium, kino IMAX, restauracje i różnego rodzaju muzea. Można powiedzieć takie „must-see”, dla każdego odwiedzającego to trzecie, co do wielkości miasto Hiszpanii.

Spoglądając na mapę, perspektywa odwiedzin Miasteczka Sztuki i Nauki również wygląda bardzo zachęcająco. Niby rzut beretem z portu. Spokojnie można sobie zrobić mały spacerek, nie kombinując za bardzo z komunikacją miejską, czy drogimi taksówkami. Tak też postąpiłem. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Jakiś dziwny układ dróg sprawił, że dojście do miejsca docelowego zajęło mi wieki. Nie mówiąc już o tym, że okolica choć z pozoru ładna, wydawała się stosunkowo niebezpieczna. Nie pozostało mi nic innego, jak tylko zrobienie kilku pamiątkowych fotek z zewnątrz.

Katedra La Seu i piękna panorama miasta

Będąc drugi raz w Walencji już nie kombinowałem. Od razu skierowałem się w stronę shuttle busu, który zawiózł mnie do samego centrum miasta. Znajduje się tutaj gotycka Katedra La Seu, którą poświęcono w 1238 roku. Jest to zdecydowanie najcenniejszy ze średniowiecznych zabytków regionu. Dodatkową atrakcję stanowi również Święty Graal. Ta bezcenna relikwia uznawana przez kościół katolicki za kielich z Ostatniej Wieczerzy, kryje się wewnątrz katedry w jednym z ołtarzy. Niestety nie było mi dane go zobaczyć. Dlaczego? Bo po prostu o nim nie wiedziałem. To nie był pierwszy i ostatni przypadek, gdy przez brak wcześniejszego przygotowania pominąłem coś ważnego.

W zamian postanowiłem wdrapać się po 206 stopniach na szczyt ośmiobocznej dzwonnicy El Micalet. Obecnie pełni ona funkcje atrakcji turystycznej, a dzięki centralnemu położeniu jest świetnym punktu widokowym na miasto, z którego można wypatrywać najważniejsze miejskie budowle.

Mercado Central i prawdziwe oblicze miasta

Jedną z takich budowli jest Mercado Central, czyli Rynek Główny. To jedno z najdłużej działających w Europie targowisk. We wnętrzu modernistycznej hali można zobaczyć mieniące się kolorami stragany i kupić wyróżniające się świeżością i wybornym smakiem rarytasy: owoce, wędliny, ryby, owoce morza, sery, regionalne słodycze i napoje. Podobno! Mój drugi raz w Walencji przypadł na niedzielę, a więc wszystko było już pozamykane. Ostały się za to tony śmieci, które walały się po bocznych uliczkach. Taki to właśnie jest obraz Walencji – bardzo dziwnego miasta.