Życie na statku w dobie koronawirusa

Koronawirus niezwykle mocno wpłynął na branżę rejsów wycieczkowych. Ten trudny okres nie dla wszystkich wygląda jednak tak samo.

Najgorszy scenariusz – wirus na statku

Najgorszy z możliwych scenariuszy to oczywiście wystąpienie wirusa na statku. Jak pokazał przykład statku Diamond Princess ryzyko zakażenia w takim przypadku jest znacznie większe niż będąc na lądzie. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze ogromna niepewność o przyszłość, szczególnie tę finansową. Niestety, pomimo ciągle wprowadzanych nowych restrykcji, w mediach wciąż można przeczytać o nowych przypadkach.

Całkowita izolacja

Chcąc zapobiec pojawieniu się lub rozprzestrzenianiu się wirusa, niektórzy armatorzy wprowadzili całkowitą izolację statku (np. Voyager of the Sea). Oznacza to, że każda osoba przybywająca na wycieczkowcu musi pozostać w odosobnieniu przez okres co najmniej dwóch tygodni. Na szczęście w tym celu w wielu przypadkach udostępniono załodze znacznie bardziej komfortowe kabiny pasażerów.

Crew Charter

W stosunkowo najlepszej sytuacji pozostają załogi statków, na których jak dotąd nie pojawiły się żadne przypadki wystąpienia Covid-19. Po opuszczenie statku przez ostatnich pasażerów, większość miejsc publicznych przeznaczonych w normalnej sytuacji tylko do użytku gości hotelowych została otwarta. Co więcej w ciągu dnia organizowanych jest dla załogi wiele różnych dodatkowych aktywności, nierzadko zakończonych wieczornymi imprezami w barze. Można byłoby napisać „żyć nie umierać”, cena tego w dłuższej perspektywie wydaje się być jednak zbyt wysoka.